September 15, 2002.

Indie w moim sercu

Wywiad z dr Januszem Krzyżowskim

Wiesław Piechocki: Czy jest pan z wykształcenia indologiem lub muzykologiem?

Janusz Krzyzowski: Nie, jestem lekarzem psychiatrą, a zainteresowanie orientem to wyłącznie moja prywatna pasja.

W.P.: Kiedy ostatnio przyjeżdżałem do Polski, natrafiłem przypadkowo na dwie wspaniałe pozycje księgarskie spod pańskiego pióra "Muzyka Indii" (2000) oraz "Magia Indii" (2001). Są to bardzo "dopieszczone" edytorsko pozycje typu albumowego. Doprawdy zachwyca ich szata graficzna, jakość fotografii oraz tekstu. Nawet papier jest dobrany pieczołowicie i sprawia estetyczne wrażenie. Jak doszło u Pana do tak głębokiej fascynacji merytorycznej Indiami?

J.K.: Po pierwsze chciałbym tu pewną rzecz sprostować. Tytuł pierwszej książki jest nieco mylący. Dotyczy ona bowiem nie tylko fenomenu muzyki lecz również literatury tego obszaru. A jeżeli chodzi o moje głębokie zainteresowania Indiami? To się chyba zaczęło bardzo dawno temu. Rozpocząłem studia filozoficzne na Uniwersytecie Warszawskim. Wówczas zafascynowała mnie filozofia indyjska. To były moje pierwsze kroki w tym kierunku. Naczytałem się sporo wtedy odpowiedniej literatury na temat filozofii tego subkontynentu. Kiedy już byłem lekarzem, wówczas jeszcze młodym, po 4-5 latach po uzyskaniu dyplomu, postanowiłem udać się wreszcie do Indii, aby na miejscu zobaczyć jak funkcjonują ośrodki jogi. Przy okazji chciałem tam znaleźć odpowiedź na pytanie: czy w jodze tkwi jakiś leczniczy sens pomocy moim znerwicowanym pacjentkom? Pojechałem do Indii w 1972 roku, czyli akurat 30 lat temu.

W.P.: Czy był to pański jedyny pobyt w Indiach?

J.K.: Nie. W następnych latach podróżowałem wielokrotnie do Indii. W sumie byłem tam chyba siedem razy.

W.P.: Tak jak pan już wspomniał, tytuł książki o muzyce jest zbyt wąski. Jak dotarł pan do literatury muzycznej Indii oraz Nepalu?

J.K.: To jest mniej więcej tak samo jak poznaje się zapachy, smaki... Będąc tam w tym olbrzymim kraju, turysta jest otoczony muzyką bez przerwy. Muzyka jest w autobusie przewożącym tubylców, jest w samolocie, w kinie, jest na bazarach, gdzie tłoczą się przedstawiciele różnych warstw społecznych. Wtedy, słuchając tej codziennej muzyki, powoli zacząłem się orientować, kto gra, na czym gra, jak wyglądają te instrumenty. Wchodząc coraz głębiej w tę tematykę, zacząłem zbierać płyty, CD z muzyką indyjską. W ten sposób, obrazowo mówiąc, otworzyłem sobie szeroką bramę do poznania tej dziedziny.

W.P.: Ma pan dużą kolekcję płyt, CD, filmów hinduskich?

J.K.: Tak, mam około 400 sztuk CD, co stanowi reprezentatywną kolekcję klasycznej i współczesnej muzyki Indii. Jest nas paru zapaleńców w tej dziedzinie w Warszawie. Wymieniamy sobie egzemplarze, pożyczamy je. W ten sposób wiem, iż mój zbiór jest niemal pełny.

W.P.: Przepraszam za banalne pytanie, ale słyszy się popularną opinię, iż muzyka Indii jest nudna. Czy tak pan uważa? Jak "nawróciłby" pan kogoś, kto tak myśli?

J.K.: No nie! Muzyka ta jest doprawdy piękna, klasyczna, na pewno nie nudna. Rozwija się stale od tysiąca lat. A od mniej więcej 300-400 lat ma ustabilizowane instrumentarium, ustabilizowany repertuar. Widzę tu paralelę wobec rozwoju klasycznej muzyki europejskiej. Bazuje ona jednak na innej skali harmonicznej, ale jest to jednocześnie muzyka wyrafinowana i skomplikowana. Istotą muzyki Indii jest improwizacja. To trochę tak jak w jazzie. Powtarzanie się frazy, która jest szlifowana, cyzelowana na dziesiątki sposobów, w różnych tempach, zestawieniach harmonicznych. Właśnie to powtarzanie się może komuś wydać się nudne. Cały czas mówię o muzyce klasycznej oczywiście. Bo muzyka współczesna, ta popularna, ona ma te same funkcje rozrywkowe co w innych krajach. Ale czy wiem pan, iż "raga", klasyczna muzyka hinduska wywodzi się z wedyjskich hymnów religijnych, śpiewanych w świątyniach już 3000 lat wstecz? Na przykład w Nepalu na weselu musi być orkiestra, czyli muzykanci. Gdy nie ma grajków, to znaczy, iż para nadal żyje w konkubinacie.

W.P.: Gdyby ktoś zapytał mnie o wymienienie kilku instrumentów hinduskich, miałbym problemy. Wiem, iż istnieje sitar i tabla, bo je słyszałem i rozróżniam. Ale inne?

J.K.: To niech pan dokładnie zajrzy do mojej książki. Na końcu znajdzie pan cały leksykon, encyklopedię alfabetyczną całego instrumentarium. Jest kilkadziesiąt pięknych w dźwięku i kształcie instrumentów na subkontynencie. Poza tym znajdzie tam czytelnik kilkadziesiąt nazwisk kompozytorów i wirtuozów. Poza tym zebrałem obfitą dyskografię w tym przedmiocie.

W.P.: Co może powiedzieć pan o muzyce filmowej? Pytam, gdyż wiadomo, iż Indie są największym producentem filmów na świecie i to od lat. Naturalnie poziom artystyczny filmów jest niezbyt wysoki, nie znamy tamtejszych idoli ekranu...

J.K.: To jest taki sam trop, problem jak w innej muzyce filmowej, w innych obszarach naszego globu. Niestety, w filmach w Indiach przeważa teraz styl "disco". Jego przejawy są wręcz powszechne, te same dźwięki docierają do uszu, czy to siedzi się w autobusie w Persji, Turcji czy w Indiach, bądź w Ameryce Południowej, a nawet w Polsce. To jest wszędzie "to samo". Czasem tylko w filmach hinduskich, kiedy się rozwija fraza wokalna lub taneczna w konkretnych scenach, sekwencjach, przypomina ona tony klasyczne. Ale poza tym... jest to zunifikowana produkcja, globalnie ujmując, aktualnego Wschodu.

W.P.: Druga książka, "Magia Indii", którą trzymam w ręku, ma te same wspaniałe zdjęcia, to znaczy ten sam autor je robił. Podziwiałem je od A do Z. Są dziełem Andrzeja Kotnowskiego. Kto to jest? Od jak dawna pan z nim współpracuje?

J.K.: Andrzej Kotnowski jest moim serdecznym przyjacielem. Znamy się od dziesiątków lat. Większość podróży po świecie odbyliśmy wspólnie. Jest on świetnym kompanem, no i robi po prostu wspaniałe zdjęcia. Korzystałem z jego archiwum fotograficznego, aby przyozdobić artystycznie obie książki. Druga pozycja "Magia Indii", w zasadzie jest albumem w przeważającej mierze fotograficznym autorstwa właśnie Andrzeja Kotnowskiego. Moje teksty służą jedynie do opisania nastrojów poszczególnych zdjęć. Chociaż nie mogłem się powstrzymać od podania wielu informacji. Wnikliwy czytelnik może znaleźć w tej pozycji odpowiedzi na wiele różnorakich pytań: Kto to jest gudż-gudż? Jak zostać maharadżą? Dlaczego Ganges płynie w Benares nagle na północ? Którędy wjechać samochodem na najwyższą przejezdną (latem) drogę świata (ponad 5300 m)? Czy słoń jest boskim czy królewskim zwierzęciem?

W.P.: Zna pan już najważniejsze trasy, szlaki, miasta, bezdroza Indii. Co zrobiło na panu najważniejsze wrażenie w tym olbrzymim kraju?

J.K.: Każda trasa to osobne odkrycie. Przejechałem przez Indie plus minus 50000 km różnymi środkami lokomocji, głównie jeepem. Trudno byłoby mi doprawdy wymienić miejsce, do którego chętnie wróciłbym-miałbym kłopot z wyborem! Ale powiedziałbym inaczej: gdyby udałoby mi się namówić moją żonę lub któreś z dzieci na podróż do Indii, to zawiózłbym ich na Rajastanu.

W.P.: Dlaczego?

J.K.: Dlatego, iż jest to najbardziej kolorowa i bogata w architekturę wysokich lotów kraina w Indiach.

W.P.: A co jest negatywne w Indiach w odczuciu turysty europejskiego i jak - według pana - można by to "naprawić"?

J.K.: No więc, przede wszystkim, jest to nie do naprawienia: sam naród jest olbrzymi, sięgający miliarda, który na co dzień żyje w bałaganie, którego nie może zaakceptować normalny przybysz, turysta z zachodu. Nie wspominam już o brudzie, który jest wszędzie niemal. To jest pierwszy aspekt rzucający się w oczy, kiedy się tam przybywa - to przeszkadza w prawidłowym "odbiorze" Indii. Obawa o to, aby się nie zarazić owładnął człowieka. Zatem kwestie higieny. Jeżeli jednak przezwycięży się te uprzedzenia i uważa się na każdym kroku, wówczas Indie odwdzięczają się i odkrywają cały wachlarz olbrzymich doznań, przeżyć i możliwości.

W.P.: Zatem poleciłby pan każdemu poważnemu turyście podróż do Indii?

J.K.: Nie mogę sobie wręcz wyobrazić "poważnego turysty", który jeszcze nie był tam. Sformułowałbym to tak: jeśli jest na świecie kraj, który trzeba zobaczyć, to są to na pewno Indie. Jest to nadal niesłychanie ciekawa część świata, która jeszcze nie została zunifikowana, zwesternizowana w ramach postępującej globalizacji.

W.P.: A co chciałby pan na zakończenie powiedzieć czytelnikom "Nowego Kuriera" z Toronto?

J.K.: Jedźcie państwo do Indii! Nie bójcie się! Należy się oczywiście prawidłowo przygotować do tej podróży, zadbać o higienę. Trzeba sporo przed wylotem przeczytać. Najważniejsze: pojechać tam z otwartym sercem i otwartym umysłem. Wtedy ten egzotyczny kraj na pewno zafascynuje każdego z państwa!


Janusz Krzyżowski "Muzyka Indii"
Andrzej Kotnowski, Janusz Krzyżowski "Magia Indii"
Wydawnictwo "Medyk" ISBN: 83-87340-97-9

WiesławPiechocki.
Warszawa, wrzesień 2002









 

O autorze Dyplomy Wydarzenia Artykuły Kontakt
Aforyzmy Moje Youtube Tajwan Recenzje
Poezja Książki Bajki Książki medyczne

 


Strona główna

Licznik: