Jerzy Kamrowski

Bardzo stara bajka


Najstarszy, jak powiadają, zbiór opowieści zapisany w sanskrycie, to „Pańczatantra” czyli „Pięcioksiąg”. Według tradycji, kompilacji tekstów krążących w III – IV wieku po Kaszmirze, dokonał prawdopodobnie w V wieku bramin zwany Wisznu Śarman, nadając im skomplikowaną, kunsztowną, szkatułkową kompozycję, gdzie w pierwszą opowieść wchodzi druga, w drugą następna itd. tak, by wzajemnie się przeplatać. Treść stanowią dydaktyczne opowiastki, odnoszące się do zachowania ludzi, których wady i zalety ukazano, wprowadzając charakterystyczne postaci zwierząt.

Te indyjskie motywy rozprzestrzeniły się na Tybet, Chiny i całą Południowo-Wschodnią Azję dzięki pielgrzymkom buddyjskich mnichów.

Rudaki (ok. 860 - 941), niewidomy perski poeta i muzyk, pisujący liryczne rubajjaty, gazele i kasydy na dworze Samonidów w Bucharze, jest autorem najbardziej znanej perskiej wersji „Pańczatantry”, chociaż według różnych źródeł tłumaczenie z sanskrytu na średni perski nastąpiło już ok. 570 r.

W okresie wczesnego islamu raczej trudno mówić o literaturze – Mahomet nie cenił zbytnio ani sztuk plastycznych, ani poezji, więc nic dziwnego, że wtedy swoją obecność zaznaczyli jedynie panegiryści Proroka. Podobnie było w czasie panowania Kalifów Sprawiedliwych (632 – 661). Dopiero za panowania Umajjadów pojawia się arabska liryka miłosna i zaczyna rodzić proza literacka – za jej twórcę zwykło się uważać Ibn al-Muqaffę, pochodzącego z Persji tłumacza na arabski indyjskiej „Pańczatantry”, od ok. 750 r. znanej pod arabskim tytułem „Kalila wa Dimma”. Ta arabska wersja stała się podstawą do tłumaczenia na grekę, którym w Bizancjum ok. 1080 r. zajął się mnich Symeon. Jednak świat zachodni poznał owe bajki pod tytułem „Humanae Vitae” za sprawą włoskiego mnicha Johannesa de Capua, który w latach 1263 – 1278 przetłumaczył je na łacinę. Większe lub mniejsze z nich zapożyczenia odnajdziemy później w bajkach Jeana de La Fontaine`a, szukając zaś nieco bliżej, u Krasickiego, Fredry, Mickiewicza…

W Muzeum Archeologicznym w Gdańsku przygotowano wystawę, która pokazuje wędrówkę owych odległych, kaszmirskich motywów po starym świecie. Pretekstem było nowe tłumaczenie z arabskiego zbioru „Kalila wa Dimma”, dokonane, według znawców tematu perfekcyjnie, przez Janusza Krzyżowskiego oraz ilustracje Barbary Jarosik do tej książki, użyczone do wystawy przez Muzeum Azji i Pacyfiku w Warszawie. Prezentację wzbogaciły lalki z teatru „Miniatura” w Gdańsku. Nie bez powodu, bowiem od późnych lat pięćdziesiątych do wczesnych lat siedemdziesiątych XX wieku sceniczne adaptacje „Pańczatantry” często gościły w polskich teatrach nie tylko lalkowych.

Zastanawiająca jest jednolitość i trwałość form sztuki islamu na bardzo przecież rozległym obszarze i w ciągu wielu wieków. Przypomnijmy, że w okresie swojego rozkwitu, od XIII aż do XVII wieku, kiedy to uległy wpływom Zachodu i zatraciły swoje oryginalne cechy, miniatury islamskie w odróżnieniu od miniatur bizantyńskich czy średniowiecznych zachodnich z reguły nie miały żadnego związku z religią – zwykle ilustrowały eposy, podania historyczne, legendy, bajki i baśnie. Z tego też względu nie dotyczyły ich reguły zabraniające wyobrażania istot żywych w zasadzie przestrzegane tylko w sztuce sakralnej. „Koran”, wbrew popularnemu przekonaniu, nie zawiera zakazu tworzenia przedstawień figuratywnych, który tak naprawdę dotyczy jedynie kręgu islamu sunnickiego.

Pomimo wielu szkół i licznych, dzielących je różnic, miniatury islamskie wykształciły pewne wspólne cechy, nadające im specyficzną, łatwo rozpoznawalną formę. Zauważmy, zwykle rozpościerają się bardzo płasko na powierzchni, pozbawione głębi i drugiego planu, podczas gdy wszystkie elementy kompozycji – kaligrafia, postaci, ornamenty – są potraktowane równoważnie. Charakteryzuje je rytmiczne, precyzyjne odtwarzanie motywów, symetria i równomierne rozłożenie akcentów, a także kolor – najczęściej żółty i czerwony, ożywiający płaski rysunek.

Czarno–białe ilustracje Barbary Jarosik są, jak się zdaje, wypadkową stylizacji różnych szkół miniatury islamskiej, niemniej jednak z uwagi na bardzo wyraźny brak perspektywicznych przedstawień elementów kompozycji, brak tylnego planu, wyrastanie płaskiego rysunku jak gdyby z jednej linii orientalizująco falistej, pozwalają domyślać się fascynacji ich autorki tradycją szkoły abbasydzkiej, podczas gdy fantazyjnie potraktowane postaci zwierząt wskazują na irańsko - mongolską szkołę Ilchanidów, jako na źródło inspiracji

 

O autorze Dyplomy Wydarzenia Artykuły Kontakt
Aforyzmy Moje Youtube Tajwan Recenzje
Poezja Książki Bajki Książki medyczne

 


Strona główna

Licznik: