czerwiec 2006.


Relacje

Gamelan i przyjaciele

Janusz Krzyżowski




30 marca w sali Mazowieckiego Centrum Kultury w Warszawie, odbył się niecodzienny koncert prezentowany przez zespół z Indonezji. Gamelan - bo tak nazywa się tradycyjna indonezyjska orkiestra, ma swoją siedzibę w salach ambasady tego kraju w Warszawie. Muzycy, śpiewaczki i tancerka to studenci muzykologii Uniwersytetu Warszawskiego. Przed koncertem i po nim można było oglądać instrumentarium tego egzotycznego zespołu, które swymi rzeźbieniami, złoceniami, czerwoną laką oraz polerowanym brązem, wzbudzało spore zainteresowanie.

Duży gamelan - a taki prezentowany był na koncercie - składa się z różnorodnych gongów. Jedne wielkie, zawieszone są pionowo, inne mniejsze (bonangi), umieszczone są poziomo i mają kształt kociołków. Strój wszystkich wymienionych instrumentów jest indywidualnie dobierany do każdego gamelanu. W największym gongu mieszka duch gamelanu i zawsze przed koncertem trzeba chwilą ciszy i skupienia złożyć mu uszanowanie. Główną melodię wykonuje najczęściej bambusowy flet o nazwie suling lub niewielki chór. Na omawianym koncercie pojawiły się oba te instrumenty. Zespół gamelanowy charakteryzuje orientalna tonalność, najczęściej oparta na pięciu podstawowych tonach, a zasadniczym rytmem jest metrum 4/4.

Pięknie brzmiały wszystkie z prezentowanych utworów, a muzycy starali się być maksymalnie zaangażowani. Miałem okazję już wcześniej słuchać gry tych samych muzyków i muszę stwierdzić, że rozwinęli się, co widać głównie w technice gry, lekkości i uczestniczeniu we wspólnej ze słuchaczami zabawie. Moją uwagę zwrócił utwór będący tłem do spektaklu w teatrze cieni oraz kolejny, nadzwyczaj rytmiczny, noszący nazwę "czółenko tkackie". Pięknie i dostojnie zabrzmiał lebrang - utwór dworski, grywany dla sułtana.

Zanim na koniec orkiestra wykonała w głośnym tutti piękny współczesny utwór indonezyjski, (będący chyba apoteozą muzyki gamelanowej), taniec z Bali prezentowała Monika Ostajewska. Ozdobiona złotym kostiumem demonstrowała z pełnym przekonaniem taniec Sity z Ramajany. Była przy tym tak zalotna w delikatnych gestach rąk i mimiki, że nic dziwnego, iż na koniec porwał ją diabeł (Rawana ze Sri Lanki). A stało się to, gdy tylko przekroczyła linię koła, którą nakreślił dla niej Rama, przed udaniem się na polowanie. W drugiej części tańca wcieliła się w machającego groźnie skrzydłami Garudę, który starał się w czasie lotu wyzwolić uprowadzoną księżniczkę z łap demona. Niestety, ten jednak, zwyciężył Dżataju - wielkiego ptaka, brata Garudy i odpędził z połamanymi skrzydłami samego króla ptaków.

 

O autorze Dyplomy Wydarzenia Artykuły Kontakt
Aforyzmy Moje Youtube Tajwan Recenzje
Poezja Książki Bajki Książki medyczne

 


Strona główna

Licznik: